Skandynawia - Północ Magiczna

Strona główna | Relacje | Kronika podróży do Norwegii

Kronika podróży do Norwegii

Zbieramy się bladym świtem pod Politechniką i autokarem jedziemy do Balic. Zajeżdżamy z dużym zapasem czasowym, ale podobno bywają po drodze korki, które nie pozwalają na lepsze rozplanowanie godziny odjazdu. Odprawiamy się bez problemów i o 10.30 wylatujemy SASem do Oslo. Przed samym lądowaniem przedsmak uroków Norwegii - wspaniały widok na fiordy, rzeki i lasy. 

Zbieramy się bladym świtem pod Politechniką i autokarem jedziemy do Balic. Zajeżdżamy z dużym zapasem czasowym, ale podobno bywają po drodze korki, które nie pozwalają na lepsze rozplanowanie godziny odjazdu. Odprawiamy się bez problemów i o 10.30 wylatujemy SASem do Oslo. Przed samym lądowaniem przedsmak uroków Norwegii - wspaniały widok na fiordy, rzeki i lasy. 

Podróż udana, lądujemy po dwóch godzinach i przesiadamy się do autokaru na niemieckich numerach. Poznajemy naszą przewodniczkę, panią Magdę, kierowców, panów Ronalda i Mirka oraz szefa Biura Turystyki Skandynawskiej, pana Ryszarda, który postanowił osobiście sprawdzić, czy wszystko w porządku. Po usadowieniu się ruszamy w długą, ponad 400 kilometrową drogę do Bergen. Od razu przekonujemy się, że drogi są tu wspaniałe, przeważnie bezpłatne; płaci się tylko za nowe do czasu amortyzacji i za prywatne, na ogół wysoko w górach. Mijamy pierwszy fiord wewnętrzny - Tyrifjord i pstrykamy bez selekcji pierwsze widoki za oknem. Jesteśmy w terenie górzystym, wykorzystywanym przez mieszkańców Oslo na sportowe wakacje i weekendy. Pierwszy postój w Gol, potem piękne doliny i za Geilo wjeżdżamy w niesamowitą krainę - płaskowyż Hardangervidda. 

Jest to największy w Europie płaskowyż wysokogórski (10 000 km2), ponad granicą lasów na wysokości 1100 do 1400 m npm. Przed nami jeziora polodowcowe wśród skał pokrytych niską, kwitnącą intensywnie, bo lato krótkie, roślinnością, ale też liczne łaty śniegu. Nieźle wieje, bo wiatr ma dużo miejsca na rozhulanie się. Gdzieniegdzie drewniane chatki. Ruch spory, oprócz aut motory i rowerzyści zmagający się dzielnie z wichurą. Żyje tu najwięcej reniferów w Europie, około 17 000 sztuk, ale nam nie udało się wypatrzyć ani jednego. Mozolnie wspinamy się coraz wyżej, krótki postój na zdjęcia w najwyższym punkcie i już zjeżdżamy w dół po drodze podziwiając z platformy widokowej 183 metrowy wodospad Voringfossen. Potem zjeżdżamy w dół stromą drogą z licznymi tunelami wygiętymi w agrafki i esy floresy do Eidfjordu, który przecinamy promem samochodowym. Do hotelu Thon na przedmieściach Bergen dojeżdżamy o północy w strugach deszczu, zgodnie ze statystyką, bo Bergen to stolica opadów (leje 250 dni w roku). Padamy skonani. 

Autor: ania

Galeria zdjęć