Skandynawia - Północ Magiczna

Strona główna | Relacje | Poważna wycieczka Gabi, Kacpra i Mateusza. Norwegia

Poważna wycieczka Gabi, Kacpra i Mateusza. Norwegia

Norwegia Fiordy

Foto: Norwegia Fiordy

Kilka dni temu otrzymałam szóstkę z dużego sprawdzianu, który w szkole zrobiła nam pani nauczycielka. Nabrałam pewności, że już umiem ładnie pisać. Ten list chciałam do Pana napisać już dawno. Mam nadzieję, że Pan pamięta nas, to znaczy mnie – Gabi, Kacpra i Mateusza. W tamtym roku, w lipcu 2013 byliśmy na wakacjach w Świnoujściu. Nasza ciocia wymyśliła, że już jesteśmy na tyle duzi, że możemy jechać na poważną wycieczkę. Zabrała nas strasznie daleko. Pojechaliśmy do Norwegii. Niestety dla nas to nie była zabawa. Na wycieczce bardzo ciężko pracowaliśmy. Ja liczyłam wodospady, Mateusz – tunele, a Kacper stare mosty.

Kilka dni temu otrzymałam szóstkę z dużego sprawdzianu, który w szkole zrobiła nam pani nauczycielka. Nabrałam pewności, że już umiem ładnie pisać. Ten list chciałam do Pana napisać już dawno. Mam nadzieję, że Pan pamięta nas, to znaczy mnie – Gabi, Kacpra i Mateusza. W tamtym roku, w lipcu 2013 byliśmy na wakacjach w Świnoujściu. Nasza ciocia wymyśliła, że już jesteśmy na tyle duzi, że możemy jechać na poważną wycieczkę. Zabrała nas strasznie daleko. Pojechaliśmy do Norwegii. Niestety dla nas to nie była zabawa. Na wycieczce bardzo ciężko pracowaliśmy. Ja liczyłam wodospady, Mateusz – tunele, a Kacper stare mosty. Okazało się, że jest to bardzo trudna praca, bo było ich bardzo dużo i cały czas musieliśmy notować. Najbardziej zapamiętałam ten dzień, kiedy była wyprawa na lodowiec. Na lodowcu było niesamowicie i właśnie o tym chciałam opowiedzieć.
Tego dnia wstaliśmy wcześnie rano i po śniadaniu wyruszyliśmy autokarem, przez co najmniej kilka tuneli aż do miejsca gdzie naszym oczom ukazał się ładny niebiesko- szary ogromny lodowiec. Podjechaliśmy bliżej, widok był jeszcze ładniejszy. Robiliśmy zdjęcia.
Kiedy staliśmy w grupie samych dorosłych, pan, który tam był- Ciocia powiedziała, że ten pan mieszka tu na co dzień i pracuje wchodząc razem z innymi ludźmi na lodowiec- uznał, że powinniśmy iść na tak zwaną wyprawę rodzinną. Oczywiście ciocia się zgodziła. Wtedy cała nasza ósemka poszła za norweskim przewodnikiem. Zastanawiałam się jak dostaniemy się tak daleko. Ale wszystko szybko się wyjaśniło. Najpierw weszliśmy do małej łodzi i tą łódką przepłynęliśmy na drugi brzeg w pobliżu lodowca. Woda w tym jeziorze była bardzo lodowata. Potem musieliśmy iść dość długo po wielkich głazach. Oczywiście my dotrzymywaliśmy kroku naszemu przewodnikowi, a ciocia i dziadek byli daleko za nami. Muszę się pochwalić, że wcale się nie baliśmy przejść po wiszącym moście. Most ten był wybudowany nad rwącą wodą. Było tam bardzo głośno od spadającej wody i na dodatek w tym miejscu wiał silny wiatr. Pan przewodnik czekał na resztę grupy i muszę Panu powiedzieć, że wtedy się bardzo zdziwiłam, bo okazało się, że dziadek umie mówić nawet po norwesku. Potem szliśmy dalej aż do miejsca gdzie można było dotknąć własną ręką lodowca. Miał on dziwny niebieski kolor. Zanim weszliśmy na niego musieliśmy przymierzyć i założyć na własne buty ”raki”. Zostaliśmy wszyscy przewiązani linami. Na początku grupy szedł inny, nowy, norweski przewodnik, pan Adam, potem Mateusz, Kacper i ja. Za mną szedł dziadek i reszta naszej ośmioosobowej grupy. Szło się nam naprawdę dobrze, tylko ja kilka razy upadłam, i miałam pomazaną buzię czarną sadzą. Pan Adam, wymalował sobie takie same „barwy wojenne” na swojej buzi. Opowiadał nam, dlaczego lód jest niebieski, mówił o tym jak zmienił się lodowiec przez ostatnie lata i jak wygląda jego praca na co dzień. Na lodowcu widzieliśmy głębokie szczeliny, wąskie przepaście, które nawet trzeba było obejść, były wielkie groty, do których mogliśmy wejść. Kiedy się skończyła nasza trasa, zeszliśmy na dół, oddaliśmy raki i zostaliśmy uwolnieni z lin. Pożegnaliśmy się z panem Adamem wtedy pojawił się znowu nasz pierwszy przewodnik wysoki pan w okularach i z jasną brodą. I znowu my niestrudzenie dotrzymywaliśmy mu kroku. Weszliśmy na łódkę i przepłynęliśmy na brzeg gdzie stał nasz autokar. Muszę się przyznać, że po tym spacerze zupki z torebki, kiełbaska i ser smakowały nam wyjątkowo dobrze. I jeszcze jedna sprawa, o której muszę Panu napisać, w łódce w powrotną stronę, trochę gniewałam się na dziadka, który podczas spaceru bardzo krótko trzymał linę, do której byłam przywiązana. Trochę przez to bolał mnie brzuch i nie mogłam swobodnie iść. Okazało się, że dziadek o mnie się trochę bał i dlatego tak zrobił. Wyjaśniliśmy to między sobą, porozmawialiśmy i potem była już zgoda między nami.
Często wspominam ten dzień, bo był naprawdę udany i bardzo ciekawy. Myślę też o tym, że za parę lat będziemy mogli wszyscy raz jeszcze powrócić do Norwegii. Dziękuję cioci, że wymyśliła taki wyjazd. Fajnie, że Pan robi takie wyprawy, w których nawet mogą uczestniczyć mali ludzie.
p.s. Starych mostów było 48, wodospadów 198 a tuneli 116.
Mama mówiła, że woda w Bałtyku jest zimna a to nie prawda. Sprawdziłam własnymi nogami, że woda w fiordach jest dużo, dużo zimniejsza.
Muszę się jeszcze do czegoś przyznać bo dzieci nie mogą kłamać, ten list pomagała mi troszeczkę pisać mi ciocia (ale tylko poprawiała)
Pozdrawiamy serdecznie
Gabi

Autor: admin

Galeria zdjęć